Witaj na mojej stronie Czytelniku!

Andrzej Pilipiuk – Upiór w ruderze

INFORMACJE OGÓLNE

Autor: Andrzej Pilipiuk

Tytuł: Upiór w ruderze

Liczba stron: 375

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Kategoria: Fantasy

Tłumaczenie:

ISBN: 978-83-7964-574-9

OPIS

Damy dworków, czy pałaców nie miały zbyt dużo zajęć. Przesiadywały w komnatach, bądź też ogrodach, popijając herbatę w towarzystwie innych dam lub też rozmyślały o życiu, zamążpójściu, strojach balowych, szykownych kolacjach czy też o pogodzie. Okazuje się, że panna Kornelia i Lukrecja miały podobne zainteresowania jednak kto przeszedłby obojętnie obok armaty pradziadunia? Damie nie przystoi? Damy nie potrafią? Zawołajmy służącą Marcelinę! Udowodnimy, że wybuchowe z nas babeczki!

I udowodniły to. Przez kolejne 500 lat przez pałac w Liszkowie przetoczyło się całkiem sporo ludzi chcących na swoje potrzeby zmodernizować posiadłość. Nie spodziewali się jednak, że trzem damom nie będą podobać się ich pomysły!

MOJE WRAŻENIA

Niektórych z Was może to zdziwić, jednak „Upiór w ruderze”, którego napisał Andrzej Pilipiuk, to pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam! Nie ukrywam, że trochę bałam się tego czytelniczego spotkania. W moim mniemaniu pisarz ten, jest swego rodzaju klasykiem jeśli chodzi o literaturę fantastyczną. Po prostu kiedyś trzeba sięgnąć po jego twórczość, by przekonać się na własnej skórze o prawdziwości tego stwierdzenia, bądź też nieprawdzie.

„Upiór w ruderze”, którego napisał Andrzej Pilipiuk, opowiada historię trzech dam, które w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciły życie, zabierając ze sobą jeszcze kilka żywotów. Trafiają do czegoś w rodzaju przedsionka Nieba, gdzie zostają skazane na 500 lat Czyśćca. Ich miejscem pobytu ma być ich własny pałac, w którym rezydowały i to ta posiadłość będzie miejscem fabularnym tej książki.

Czas akcji tej pozycji będzie zbliżał się powoli do naszych czasów. Historię rozpoczniemy w roku 1821, a zakończymy w 2047 kiedy na Ziemi pojawi się UFO! Będziemy świadkami drugiej wojny światowej, prób przerobienia pałacu na PGR, czy też muzeum. Tak jak wspomniałam wcześniej, każdy chciał wprowadzać swoje zmiany do posesji. Zdarzały się rozbiórki, kradzieże, czasem wykopaliska, jednak nic nie trwało zbyt długo.

„-Trzeba zaplanować kolejną porcję manifestacji sił nadprzyrodzonych, bo to, co nawywijałyśmy do tej pory, nijak nie działa – zaczęła Marcelina.
– Zasadniczo popieram – mruknęła leniwie Lukrecja. – Może pozamieniamy mu eksponaty w gablotach? Albo chociaż podpisy? Ewentualnie można coś powywracać i porozbijać.”

Dzięki naszym damom, prędzej czy później kolejny właściciel pałacu uciekał, zaś wokół dworu utworzyła się legenda, jakoby w nim straszyło! Co zabawne, nie dla wszystkich panie były wredne. W pałacu znajdowały się osoby, którym nasze główne bohaterki pomagały, na przykład w pozbyciu się niechcianych gości. Podpowiadały, ujawniały się i prowadziły dyskusje. Przyznać muszę, że trochę ciężko określać mi je jako te główne postacie, gdyż podsumowując cała książkę, w treści jest ich niewiele.

Wydaje mi się, że najwięcej miejsca zajmuje przełom lat 1943-1952. Jest to większa część pozycji, przez co miałam wrażenie, że czas drugiej wojny światowej jak i utworzenie PGR’u, trochę się dłuży. Odczułam też, że w sumie mało treści jest o pannie Kornelii, Lukrecji i Marcelinie. Pojawiały się zazwyczaj pod koniec danego rozdziału, lub na początku, zaś rozwinięcie należało głównie do osób tymczasowo rezydujących w pałacu i to o nich mogliśmy się dowiedzieć najwięcej.

W moim mniemaniu, panie zostały zepchnięte na drugi plan, chociaż to właśnie one były powodem opuszczeń posiadłości przez poszczególne osoby. Książka została napisana z humorem. Szczerze, nie spodziewałam się, że Andrzej Pilipiuk w swojej książce „Upiór w ruderze”, zacznie historię od spotkania „Jaśnie Epifaniusza”, który ześle kobiety do Czyśćca. Zawsze myślałam, że autor pisze dosyć poważnie, nawet topornie i przenigdy, nie powiedziałabym, że od samego początku pozycja mnie w pewien sposób rozbawi, a przy tym zaciekawi.

„Słyszysz te jęki resorów, młody? – zapytał komendant. – To stal szepcze nam, z czego powinny być nasze jaja!
– Ku chwale Ojczyzny! „

Treść książki została opowiedziana w sposób ciekawy, intrygujący, z domieszką historycznych faktów i lekkiego poczucia humoru. Nasze damy efektywnie wypędzały każdego, kto chciał pozostać na dłużej w pałacu, a autor opisywał nam te wydarzenia w sposób klarowny, łatwy i przyjemny.

Bardzo się cieszę, że właśnie od tej książki, zaczęłam swoją przygodę z twórczością Andrzeja Pilipiuka. Fabuła mnie interesowała, ciekawa byłam, co wydarzy się za chwile, wprowadzała dreszczyk emocji, zaś pod koniec zaskoczyła mnie powrotem do pewnego wydarzenia umieszczonego gdzieś w środku powieści. Z pewnością chciałabym sięgnąć po inne tytuły tego autora, by przekonać się czy będą równie dobre jak ta konkretna książka.

Podczas czytania książki „Upiór w ruderze”, która napisał Andrzej Pilipiuk, spędziłam kilka przyjemnych godzin i jeśli zaciekawiłam Was tą pozycją, to mam nadzieję, że po jej przeczytaniu będziecie równie zadowoleni jak ja!

OKŁADKA

Nie wiedzieć czemu, ten typ okładek kojarzy mi się z czymś starym. Nie pytajcie mnie czemu to mi się tak kojarzy bo sama nie potrafię tego wyjaśnić. Na ilustracji widać mężczyznę z prześcieradłem zakrywającym mu głowę, który jedzie na motorze z bocznym wózkiem, na którym leży trumna. Grafika przywodzi na myśl pewien dynamizm, jakby osoba, ubrana w mundur przed czymś uciekała.

Imię i nazwisko autora jest widoczne, wypukłe, w czerwonym kolorze. Poszczególne elementy okładki błyszczą, co jest dla mnie znakiem rozpoznawczym w Fabryce Słów. Grafika mnie nie powala, ale z pewnością wśród Was znajdzie się ktoś kto lubuje się w tego typu okładkach!

MOJA OCENA

Fabuła: 4/5

Język: 4/5

Bohaterowie: 4/5

Zakończenie: 4/5

Wrażenia wizualne: 3,5/5

*Ocena ogólna: Warto przeczytać

Książka zrecenzowana na blogu i przeczytana dzięki współpracy z wydawnictwem Fabryka Słów

Fabryka Słów*ocena ogólna jest oceną SUBIEKTYWNĄ a nie średnią arytmetyczną

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom na
guest
2 Comments
Inline Feedbacks
View all comments
Lee Laoshu Yeung - dawniej Laoshu Łajka

Mój tata niedawno kupił tą książkę – uwielbia Pilipiuka, Piekarę trochę mniej. Z zagranicznych autorów ceni Pratchetta i Tolkiena (to dzięki niemu sięgnęłam po ,,Władcy Pierścieni” i oczywiście ,,Hobbita”). Rzadko zaczytuje się w ,,świeżych autorach” 😉