Witaj na mojej stronie Czytelniku!

Isabel Sterling – Te wiedźmy nie płoną

INFORMACJE OGÓLNE

Autor: Isabel Sterling

Tytuł: Te wiedźmy nie płoną

Liczba stron: 348

Wydawnictwo:  We Need YA

Kategoria: Fantastyka

Tłumaczenie: Agnieszka Kalus

ISBN: 978-83-66517-87-5

OPIS

Hannah jest czarownicą mieszkającą w Salem. W sumie nic dziwnego. Miasto słynie z czarownic, jednak czy na pewno? Czasy się zmieniły, a wiedza na temat czarownic została wepchnięta między legendy. Ten stan rzeczy nie może się zmienić. Co prawda istnieje sklep z magicznymi obiektami, w którym pracuje nasza główna bohaterka, ale to jeszcze nic nie znaczy.

Hannah jest świeżo po zerwaniu ze swoją dziewczyną Veroniką. Jest jej ciężko, a ostatnie wydarzenia niczego nie ułatwiają. Eks dziewczyna ciągle liczy na coś więcej, zaś tajemniczy i przerażający rytuał krwi rozpoczyna falę mrocznych sytuacji. Magia jest coraz mocniej zauważalna pośród uczniów szkoły do której uczęszcza Hannah. Jej sabat jest o włos od ujawnienia, a w mieście pojawia się Morgan. Dziewczyna, która zawróci w głowie głównej bohaterce.

Czy miasto nawiedziła Krwawa Wiedźma? Jak z rozłąką poradzi sobie Veronika? Czy Hannah może zaufać swoim przyjaciołom? Z pewnością jej babcia nie będzie zadowolona z wielu decyzji, jakie podejmie jej wnuczka!

MOJE WRAŻENIA

Ta pozycja wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym ją polecić, z drugiej jednak nie wiem czy na to zasługuje. W sumie nie mam jej zbyt dużo do zarzucenia, ale niektóre rzeczy kują w oczy. Abyście mnie dobrze zrozumieli muszę jednak streścić Wam tę historię.

Naszą główną bohaterką jest Hannah. To czarownica mieszkająca w Salem, jednak nikt z jej bliskiego otoczenia w szkole nie może się o tym dowiedzieć. Jedynym wyjątkiem jest Veronika, która tak jak ona należy do tego samego sabatu. Co gorsza, dziewczyny są świeżo po zerwaniu i widać, że Veronika nie może się z tym pogodzić. Będziemy mieli zatem wątek złamanego serca, gdzie była Hannah niesamowicie działała mi na nerwy.

Wydawać by się mogło, że to właśnie ten incydent zapoczątkował serię niefortunnych wydarzeń. Nieudany rytuał krwi na jednej z imprez kończących rok szkolny, dziwne runy wypisane krwią na ścianie, czy pożar to tylko niektóre z przykrych i tragicznych incydentów, jakie się wydarzą w życiu naszej głównej bohaterki.

Co zatem poszło nie tak, że mam mieszane uczucia? Gdzie autorka według mnie popełniła szereg błędów, decydujących o mojej końcowej ocenie tej książki? Pragnę podkreślić, że bohaterowie zostali bardzo fajnie wykreowani przez Isabelę. Każda z postaci ma swój charakter i bardzo łatwo można wczuć się w rolę danego bohatera. Niestety w ich sposobie bycia znalazłam coś co niesamowicie mnie… może nie tyle irytowało, co przykuwało moją uwagę. Pomimo coraz większej tolerancji w społeczeństwie nie sądzę, by co trzecia osoba w mieście była homoseksualna.

„Zamieram. Czy ona jest… Nie, niemożliwe. Gemma powiedziałaby mi, gdyby na zajęciach pojawiła się lesbijka. Ale Morgan znowu na mnie patrzy z uśmiechem. Czyli jednak?”

Oczywiście pragnę podkreślić, że nie mam absolutnie nic przeciwko związkom LGBT, ale póki co, to wręcz nierealne, by tak wiele osób w tak małej przestrzeni swoją wizję przyszłości wiązało z osobą tej samej płci. W książce „Te wiedźmy nie płoną”, którą napisała Isabel Sterling, główna bohaterka  jest homo, jej kolega pracujący z nią w sklepie z magicznymi gadżetami również, dwie koleżanki z sabatu oczekują swojego pierwszego dziecka, a Morgan, która pojawi się w tej pozycji… tak! Dobrze myślicie! Poczuje miętę do naszej głównej bohaterki z wzajemnością oczywiście.

Ten fakt nie sprawił, że książkę czytałam z pewnego rodzaju obrzydzeniem czy zniesmaczeniem, ale takim zrezygnowaniem. Autorka co chwilę przypominała czytelnikowi, że Hannah jest lesbijką, a Victoria była upierdliwą dziewczyną, która w każdej tragedii i na każdym kroku widziała swoją szansę, by przyssać się do głównej bohaterki niczym glonojad. Im dalej w las, tym coraz bardziej bohaterowie stawali się przewidywalni. To co miało się okazać wielkim zaskoczeniem, w ogóle nie było zadziwiające.

Isabel Sterling w swojej książce „Te wiedźmy nie płoną”, chciała chyba, by każda z wykreowanych przez nią postaci, na koniec historii zrobiła na czytelniku takie wielkie „WHOAAA”. Cóż… nie udało się. Niemniej jednak, osobiście czytało mi się tę pozycję dobrze. Historia była ciekawa, miejscami mega intrygująca, a przyjaciółka Hannah – Gemma skradła moje serce. To obraz idealnej przyjaciółki, która jest zawsze wtedy gdy jej potrzebujemy i nawet przyznanie się do tego, że jest się kosmitą, nie sprawi, że ucieknie z krzykiem.

„Wiedziała, tak jak wiedzą najlepsze przyjaciółki, jak zająć się mną po zerwaniu z Veroniką, ale teraz znajdujemy się a nieznanym terytorium. – To znaczy… Hej! Spójrz tam. – Gemma wskazuje jeden z kątów pokoju.
Odwracam się, żeby zobaczyć, co mi pokazuje, ale nic tam nie ma. Słyszę tylko, że zamykają się za nią drzwi.
-Podziękujesz mi później! – krzyczy z oddali.
Chociaż powinnam czuć się urażona jej brakiem taktu, odczuwam ulgę, że zachowuje się tak naturalnie. Przynajmniej tutaj nic się nie zmieniło.”

W książce mamy wielopokoleniowe rodziny czarodziejów, co bardzo mi się podobało. Nie ograniczamy się jedynie do głównej bohaterki, ale rozszerzamy ten wątek o kilka osób więcej, co daje nam możliwość zajrzenia do tego magicznego świata. Świata, który niebezpiecznie przestaje być tajemnicą dla zwykłych śmiertelników, określanych w tej pozycji jako Regowie.

Jako książka, na leniwy wieczór, pozycja ta sprawdzi się idealnie. Jako lektura, którą zapamiętacie na długie miesiące… Niekoniecznie. Historia nie jest zła. Potrafi człowieka zainteresować, omamić na kilka godzin, a przede wszystkim zachęcić do sięgnięcia po kolejny tom, gdyż nie jest to opowieść jednotomowa. Sama jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnej części, dlatego nie przekreślam tej pozycji, tylko ze względu na to, że autorka postanowiła zaszaleć z liczebnością bohaterów o odmiennych poglądach płciowych czy obecności drażniącej Veroniki.

„Te wiedźmy nie płoną” ma w sobie potencjał, który wierzę, że Isabel Sterling wydobędzie w kontynuacji. Są tu określone zasady panujące w świecie czarownic, specyficzne nazewnictwo, ciekawi bohaterowie i dobra historia do opowiedzenia. Wydaje mi się, że warto przeczytać tę książkę, chociażby tylko po to, by przekonać się, czy jest sens sięgania po drugi tom. Ja z pewnością sięgnę, ponieważ lubię takie… odmóżdżające książki, ale czy i Wy przychylicie się do mojej oceny? Tego nie wiem, ale z przyjemnością się dowiem zachęcając Was do komentowania tego postu!

OKŁADKA

Wiem, że spora cześć osób zachwyca się tą grafiką, jednak… ja nie. Kolorystycznie jak najbardziej do mnie przemawia, zwłaszcza że ostatnio polubiłam mieszankę różu i fioletu ale reszta pozostawia wiele do życzenia.  Tytuł książki napisany jest czcionką, która kojarzy mi się z dzikim zachodem, westernem. Powyżej mniejszą czcionką, umieszczono imię i nazwisko autorki. Oba te elementy umieszczone są jakby w rombie, którego rogi uwieńczone są kolejno na gorze gwiazdą, po lewej i prawej stronie czaszkami, a na dole logiem wydawnictwa.

Całość jest w wzięta w ramkę, zaś w tle delikatnie widać gałązki, świeczki, wszystko to co może się nam kojarzyć z magią. Gdybym znalazła tę pozycję w bibliotece, z pewnością jej oprawa graficzna nie przyciągnęłaby mojego wzroku. Nie za wiele można z niej odczytać. O treści książki nie mówi praktycznie nic. Całe szczęście, że posiada skrzydełka. Zawsze to jakiś plus w mojej ocenie okładki.

MOJA OCENA

Fabuła: 4,5/5

Język: 5/5

Bohaterowie: 5/5

Zakończenie: 4,5/5

Wrażenia estetyczne: 3/5

*Ocena ogólna: Warto przeczytać

Za możliwość podejrzenia świata czarownic, oraz podzielenia się swoją opinią na temat tej książki na tym blogu, dziękuję wydawnictwu We Need YA

We Need YA

*ocena ogólna jest oceną SUBIEKTYWNĄ a nie średnią arytmetyczną

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom na
guest
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments