Witaj na mojej stronie Czytelniku!

Jestem powolna więc bezwartościowa

Dzisiejszy post będzie pisany pod wpływem emocji, które powoli opadają, ale ciągle są żywe. Siedzę osmarkana, z nosa lecą mi gile, ale czuję ogromną potrzebę by napisać, nie ukrywam, tą wielką ścianę tekstu. Niektórzy z Was mogą uznać, że w tym momencie będę się żalić i narzekać, chociaż wina ewidentnie leży po mojej stronie, ale co mi tam. Szczerze mam to gdzieś, bo tak jak Wy, nie lubię być traktowana z góry.

Nie chciałabym opisywać co dokładnie się stało, gdyż moim celem nie jest wytykanie palcem winowajców mojego zdenerwowania, a pokazanie Wam, że prawdopodobnie nie siedzę w tym „bagnie” sama. Zapewne każdy z Was ma za sobą jakąś historię, którą mógłby opowiedzieć. Historię zaczynania „od zera” i pięcia się po szczeblach kariery coraz wyżej. Raz szybciej, a raz wolniej. Z tym, że u mnie w większej mierze odbywa się to powoli. Bardzo powoli. Widocznie za wolno…

Dlaczego tak się dzieje? Z wielu przyczyn. Praca, szkoła, czas wolny, inne zainteresowania, czasem brak pomysłu, brak chęci, choroba, wyjazd… jest tego na prawdę sporo.

Postanowiłam, że opowiem Wam swoją historię. Historię nawiązywania współprac, nowych znajomości i ogólnie pojawienia się mnie na blogu, You Tubie, Instagramie i innych moich social mediach.

SKĄD POMYSŁ NA NAZWĘ OXFORDKA?

Historię tę opowiadam za każdym razem kiedy ktoś zadaje mi to pytanie. Gdy miałam 13 lat, pisałam fan fiction. Opowiadanie o zespole Linkin Park i dziewczynie, która była ich fanką. To była moja główna bohaterka jednak nie wiedziałam jak dać jej na nazwisko. Uczyłam się wtedy z języka niemieckiego i na biurku miałam słownik polsko-niemiecki firmy… Oxford. Przywłaszczyłam sobie tę nazwę, nadając takie nazwisko mojej postaci, na którą znajomi wołali – Oxfordka.

Jeśli myślicie, że to koniec historii to jesteście w błędzie! Kilka lat później, kiedy założyliśmy w domu Internet, rozpoczęła się faza na gry MMO. Moją pierwszą grą multi był World of Warcraft i tam trzeba było  nadać nick swojej postaci. Długo się zastanawiałam jak ją nazwać. Nie chciałam by miała moje imię lub nazwisko. W ogóle nie chciałam, żeby była kojarzona bezpośrednio ze mną. W końcu to tylko jakaś postać w grze. Wtedy przypomniało mi się o dawno zakurzonym opowiadaniu, które kiedyś wypełniało mi mój cały, wolny czas i o jego głównej bohaterce Oxfordce.

Najpierw postać w WoWie, potem w Perfect World, Jade Dynasty, konta na Last Fm, Lubimy Czytać, Steam… przywłaszczyłam sobie tę nazwę jak swoją i tak mi po prostu zostało, chociaż przez długi okres czasu Oxfordka była używana jedynie w tematyce gamingowej, zaś w książkowym świecie mianowałam się Literacką Fantazją.

OD KIEDY BLOGUJESZ?

Wszystko zaczęło się od namowy mojej koleżanki Ani, bym założyła bloga na Pingerze. To było około 8 – 9 lat temu, a ja szukałam miejsca gdzie mogłabym wylać Jestem powolna więc bezwartościowaswoje myśli na papier. W postaci tekstu. Nie bez powodu mówi się, że w grupie raźniej. Ania prowadziła swój blog, ja prowadziłam swój. Był on wielotematyczny jednak zawsze ciągnęło mnie do opowiadań, do książek, historii pisanych. Być może dlatego oprócz bloga o niczym, gdzie poznałam kila przecudnych osób, z którymi dziś niestety nie mam kontaktu, założyłam jeszcze jednego bloga typowo „opowiadaniowego”. Umieszczałam tam swoje opowiadania, pisałam rozdział po rozdziale i szukałam osób, które robią to samo. W taki sposób poznałam Karolinę, Patrycję, Wiktorię oraz Darię. Tworzyłyśmy mały team, jedna wspierała drugą, jednak z biegiem lat każda poszła w swoją stronę i pozostałam jedynie ja i Karolina.

Wtedy zrozumiałam, że prowadzenie bloga z opowiadaniami nie jest tym czym chce się zajmować, a nawet gdyby, to nie mam ochoty publikować swojej pracy, na wypadek, gdyby kiedyś zachciało mi się te wypociny wydać. Zaczęłam więc recenzować książki. Nie miałam ich zbyt wiele W zasadzie była to jedna półka, którą dopiero zaczynałam uzupełniać i którą widzicie na zdjęciu. Na Pingerze pod tym względem nie szło mi zbyt dobrze. Ledwo dobijałam setki obserwujących. Na nic zdawało się spamowanie innych blogów, głupie i puste komentarze u innych, bo  i tak wiało pustką. Ania przestała blogować, Karolina była zajęta życiem, a mnie męczyło pisanie monologów i ta świadomość, że i tak nikt mnie nie czyta.

Co zrobiłam?

Opuściłam progi Pingera i przeniosłam się na Blogspota. Z nową motywacją, nowymi pomysłami i zapałem. Stwierdziłam, że wśród nowych osób ktoś w końcu mnie zauważy, a że pisanie pisanie opowiadań uważałam za niewypał, zaczęłam pisać… o wszystkim. Tak powstał mój pierwszy blog na Blogspocie, którzy ochrzciłam nazwą „Powerfulleyes”. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo sama nie wiem. Umieszczałam tam dosłownie wszystko. Od zdjęć krajobrazów, po kupione ciuchy, czy wpisy takie jak ten. Trzymałam się tego bloga dosyć długo, do czasu aż znowu zatęskniłam za pisaniem opowiadań. Stworzyłam więc drugi blog na Blogspocie o jakże oryginalnej nazwie „Bajkolandia” i tam wrzucałam posty ze swoimi opowiadaniami.

Zaczęłam do tego podchodzić z większym zaangażowaniem, co niestety później poskutkowało tym, że ponownie usunęłam większość swoich opowiadań uznając, że kiedyś może je wydam i nie powinny być upubliczniane.

Nigdzie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Ciągle coś mi nie pasowało, ciągle czegoś mi brakowało, a tym czymś były książki i ich recenzje. Nie będzie to dla Was dziwne, że założyłam kolejny blog na Blogspocie i spędziłam tam 5 lat! Spędziłabym więcej, ale o tym za chwilę. Chciałam nadać mojemu nowemu miejscu w sieci jakąś konkretną nazwę. Oryginalną i pasującą dla mnie. Padło na Literacką Fantazję. Jako, że blog był literacki, a wiele osób mówiło mi, że mam bujną wyobraźnię, połączyłam to w jedno i wymyśliłam właśnie taką nazwę. To właśnie wtedy otworzyłam sobie drzwi do świata recenzji, współprac i tak dalej, ale czy aby na pewno ja sama tego dokonałam? Umieszczałam tam swoje opinie na temat przeczytanych przeze mnie książek, udzielałam się na innych blogach, komentowałam je, weszłam w ten książkowy świat ucząc się i patrząc jak inni w tym siedzą.

Możecie nie wierzyć, ale dzięki Blogspotowi poznałam swoja obecną przyjaciółkę!

Po roku czasu odezwało się do mnie pierwsze wydawnictwo. Dokładnie wydawnictwo AlterNatywne. Przy korespondencji mailowej pomagała mi wtedy moja przyjaciółka, ponieważ nie miałam zielonego pojęcia jak odpisać, o co pytać, na czym się skupić. Wzięłam to tak poważnie jakbym co najmniej przeprowadzała się na drugi koniec Polski w wyniku czego po raz pierwszy pisałam o książkach, które otrzymałam do recenzji. Niestety wydawnictwo to odezwało się raz i ucichło, a ja z tej euforii i podekscytowania znowu popadłam w stan uśpienia i takiego – „dlaczego każdy ma mnie w dupie?”

Jak już wcześniej wspomniałam, siedziałam tu i tam w świecie książkowym, w tym również na stronie Facebooka prowadzonej przez We Need YA.  Jakiś szalony łut szczęścia chciał, że zorganizowali ankietę na nabór recenzentów. Stresowałam się jak cholera. Że jestem za mała, że nie potrafię, że nie dam rady… ale spróbowałam. I otrzymałam odpowiedź zwrotną, że mam czekać i podać swój adres potrzebny do wysyłek książek do recenzji.

To już było coś! To nie było małe wydawnictwo ponieważ We Need YA przynależało do Czwartej Strony i ogromnie chciałam wypaść jak najlepiej w ich oczach, a pierwszą książką do recenzji były Kroniki Jaaru autorstwa Adama Fabera oraz „Żniwiarz” Pauliny Hendel. W między czasie założyłam kanał na You Tubie.

TO TRWAŁO TRZY LATA!

I to nie jest żart. Trzy lata przymierzałam się do założenia kanału na You Tubie. Dlaczego? Bo bałam się reakcji innych osób, głównie pod kątem mojego wyglądu. Nie chciałam by ludzie przychodzili na mój kanał i nabijali się z tego jak wyglądam, a nie oszukujmy się, miałam to i owo na twarzy przez większość swojego dotychczasowego życia. W końcu stwierdziłam – jeśli cokolwiek nie będzie Ci się podobać, usuniesz konto! Jeśli chociaż raz poczujesz się niekomfortowo, przestaniesz wrzucać tu filmy! Cóż… z perspektywy czasu, założenie kanału na You Tubie było jedną z lepszych decyzji w moim życiu i nie dlatego, że mogłam pochwalić się rozwijającą się twórczością, ale pokonywałam własne słabości i kompleksy.

Kanał na You Tubie nauczył mnie, że jeśli ma się miękkie serce, trzeba mieć twardą dupę, albo przynajmniej trzeba starać się taką mieć. I nie ukrywajmy… nie raz zdarzało mi się, że faktycznie chciałam przestać nagrywać bo znalazł się jeden troll z drugim. Znalazły się osoby, których nie interesowało to, o czym mówię, ale to jak wygląda osoba, która to mówi czyli ja. „Zgol wąsy”, „Jesteś transwestytą”, „Ale ładny facet”, „Jaki ryj”, „Zgol te wąsy obojniaku”… mam wymieniać dalej? To były dla mnie najgorsze komentarze. Upokarzające, wytykające mi coś na co nie mam wpływu. Urodziłam się z takim, a nie innym wyglądem i co mam zrobić? Pociąć się? Blokowałam te komentarze, jednak nieświadomie myślałam już o zamknięciu kanału. Bo niby czemu ktoś ma po mnie cisnąć?

Na szczęście nie poddałam się i po wielu takich przykrych incydentach zaczęłam to zlewać. Bolało równie mocno, ale nie dawałam po sobie tego poznać. Była blokada i do widzenia. Z perspektywy czasu zauważyłam, że teraz nie zwracam za bardzo uwagi na to, co ktoś napisze na temat mojego wyglądu. Mam to w przysłowiowych czterech literach i nie rusza mnie to tak mocno jak kiedyś. Bywają jeszcze sytuacje przykre, ale w porównaniu z tym co działo się kiedyś, muszę przyznać, że nauczyłam się mieć dystans do tego typu komentarzy.

NIE SAMYMI KSIĄŻKAMI CZŁOWIEK ŻYJE!

I to mnie chyba tak na prawdę zgubiło. Mając współpracę z trzema dosyć dużymi wydawnictwami i poświęcając swój czas dodatkowo na granie, trochę się opuściłam. Pisząc „trochę” mam na myśli jakieś półtora roku zaległości, które staram się nadrobić z różnym skutkiem. Wydaje mi się, że moim dużym błędem było również przemianowanie Literackiej Fantazji na Oxfordkę, co sprawiło, że dla większości osób, które mnie obserwowało, stałam się niewidoczna. Moje statystyki na Blogspocie spadły na łeb na szyję. Z 60 wyświetleń posta, upadłam do 2… góra 3. Próbowałam innych informować o nowych postach, ale to nic nie dawało.

Zrozumiałam, że ta zmiana nazwy na Oxfordkę spowodowała, że wpisując Literacką Fantazję, wyskakiwała wiadomość, że blog taki nie istnieje… kiedy ja ciągle tam byłam. Po długim namyśle w końcu postanowiłam stworzyć kolejny blog. TEN BLOG. Tym razem zaprojektowany przez specjalistów, więc może chociaż w sferze blogowej wyjdę na prostą. Póki co jestem na etapie nie poddawania się. Nie znam się na tutejszych statystykach, nikt mnie nie komentuje, nie mam tabelki z osobami, które mnie obserwują. Czuję się trochę jak ślepiec pośród osób widzących, ale mam nadzieję, że mój blog chociaż niewidzialnie, to się rozwija.

Do dziś zastanawiam się czy ta zmiana nazwy na Blogspocie była dobrym pomysłem, ale musiałam ją zrobić ponieważ nie potrafię „żyć” samymi książkami. Mam inne zainteresowania, którymi chciałabym się z Wami podzielić, zaś przy nazwie „Literackiej Fantazji”, było to delikatnie wykluczone. Czułam się niekomfortowo pisząc o grach, mając w nazwie „Literacka”. Dlatego pomimo świadomości, jakie poniosę konsekwencje, zrobiłam to, wierząc, że odbuduję to co utraciłam.

Jestem powolna więc bezwartościowaPrzyznaję, że nie umiem wybrać.

Gry czy książki? Książki czy gry? Warszawskie Targi Książki czy Pyrkon? Krakowskie Targi Książki czy PGA? I zawsze wybieram miejsce, w którym czuję, że ktoś mnie zna, ktoś mnie lubi i docenia, a niestety lub może stety nie są to targi książki. Zawsze czułam się samotna wśród rzeszy ludzi gadających o książkach. Wręcz niechciana i nie ważna, a mimo to ciągle w tym siedzę. Natomiast dla osób grających w gry, nick Oxfordka mówił – to ta w niebieskich włosach, to ta co pisze rozprawki, to ta z Pomorza.

Po prostu czułam i czuję się nadal rozpoznawalna, ale przede wszystkim chciana i akceptowana, czego często brakuje mi w świecie książkoholików. Czasami mam wrażenie, że ten hermetyczny świat jest dla mnie już zamknięty i chociażbym bardzo chciała to ciężko będzie się do niego dostać, a lizodupstwo nigdy nie było w moim guście. Wolałabym, żeby ludzie lubili mnie za charakter, a nie to ile giveawayów zorganizuję i jak długie i przesłodzone komentarze będę pisać do większych „Booktuberów”.

Przez długi okres czasu starałam się to zwalczyć – tę nieodpartą chęć grania. W końcu recenzowałam książki, a nie gry. Jednak nie potrafiłam. To tak jak wybrać którego z rodziców kocha się bardziej, albo który palec sobie odrąbać. Zauważcie, że każdy jest przydatny do czegoś innego, a ja w tym momencie wyciągnęłam środkowy do tych, którzy chcieli bym się ograniczyła i tkwiła w jednym kontencie jakim są książki. Zmieniając nazwę z Literackiej Fantazji na Oxfordkę zaryzykowałam na prawdę sporo, ale czy to źle? Wydaje mi się, że to jest ten moment, w którym odczuwam skutki tej zmiany. A czy będą one dobre czy nie? Czas pokaże!

CO ZATEM ROBIĆ DALEJ?

Każdy ma lepsze i gorsze dni w swoim życiu. Raz nie mamy siły podnieść się z łóżka, a raz przenosilibyśmy góry. Jak to wygląda u mnie? Raz pod górę, a raz z górki. Staram się odnaleźć ten złoty środek, dlatego może też ten bardzo długi post. Post w którym chce się wyżalić, wypłakać i pomarudzić nad niesprawiedliwością tego świata i jego dążeniem do zarabiania na wszystkim i wszystkich i ogólnie… Mam ochotę z siebie wyrzucić negatywne emocje, a gdzie to zrobić jak nie na blogu właśnie? #bomoge

Co sobotę udostępniam recenzję, a przynajmniej staram się to robić. Z filmami jest już gorzej. Za każdym razem gdy chcę do tego przysiąść, albo siada mi humor, albo jestem chora – tak jak teraz, albo mam lenia. Mam nadzieję, że wyjdę na zero do końca roku, by z czystą karta wystartować w 2020 roku. Przede wszystkim chce mieć pokończone sprawy z książkami. Nadrobić wszystkie zaległości, przeczytać to, co pozostało do przeczytania i zamknąć ten rok bez żadnych opóźnień, czy kolejnych zaległości. Mam nadzieję, że mi się uda!

PO CO TA ŚCIANA TEKSTU?

By pokazać Wam jak wyglądała moja droga do tego miejsca. Że pomimo tylu lat ciągle raczkuję. Czym to jest spowodowane? Wydaje mi się, że tym, że nigdzie się nie reklamuje. Nie biegam po kanałach You Tube, ani blogach pisząc – haloooo tutaj jestem! Po prostu robię swoje i jest mi zawsze bardzo miło jeśli komuś moja twórczość się podoba.

Niestety życie mnie dziś zweryfikowało. Nawet chyba nie dzisiaj, a o wiele szybciej tylko nie chciałam tego zauważyć. Przydarzyła mi się dosyć dziwna sytuacja i poczułam się trochę tak jakbym dostała lepa po twarzy. Zapytano mnie o chęć przeczytania i zrecenzowania książki. Zgodziłam się. Dziś otrzymałam odpowiedź, że super iż odpowiedziałam, ale jestem zbyt mała, mam za małe zasięgi by wysłali mi książkę. W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć w to co czytam, w drugim momencie parsknęłam śmiechem, w trzecim się zdenerwowałam. Bo tak się nie robi! Kto normalny najpierw pyta czy coś zrecenzuje, a potem wywala tekst, że ma się za małe zasięgi? Na cholerę to było?

Współpracuję z jednym wydawnictwem, które masowo wysyła wiadomości do swoich recenzentów i nie ukrywam, że jest to trochę irytujące, bo traktuje się nas jak zmasowaną papkę, jednak nie zdarzyło mi się, by ktoś najpierw coś mi proponował, a potem kręcił nosem, bo co? Bo nie mam tysiąca subskrypcji? A raczej tysiąca martwych kont?

Boli mnie fakt, że niektórzy postrzegają twórców jako maszynki do zarabiania pieniędzy.

Że liczą się jedynie zasięgi, liczby, cyferki, szmerki, duperelki… W momencie kiedy ktoś być może robi przecudowny kontent, zostaje pominięty, bo jest zbyt mały. A wybić się jest w dzisiejszych czasach ciężko. Chyba, że ma się plecy lub lubi się komuś wchodzić w dupę. Ja nie mam ani jednego, ani drugiego. Jednak mam coś czym nigdy się nie chwaliłam, ponieważ jestem zbyt skromna i nieśmiała, ale czasem na prawdę jestem dumna z tego co osiągnęłam.

Chciałabym Wam pokazać kilka moich filmów, z których jestem na prawdę zadowolona i tylko i wyłącznie przez to, że mam małe zasięgi, inne wydawnictwa mają mnie w dupie i tracą takie oryginalne osoby jak ja. Wydaje mi się, że prócz Strefy CzytaczaOkonia w Sieci nie ma w książkowym świecie osób, które w jakiś szczególny sposób się wyróżniają. Sterczeć przy regale z książkami potrafi każdy, ale wyjść? Mieć pomysł na recenzję i książkę? Opowiedzieć o danej pozycji może małpa, ale uważam, że czasem to co w tle, robi większą robotę niż sam tytuł przedstawianej książki.

Pokażę Wam filmy z książkami, z których jestem zadowolona i pokrótce o nich opowiem, byście zrozumieli mój przekaz. A ci którzy mi pisali, że mam za małe zasięgi i sorry, ale nic z tego nie będzie…chciałabym, aby dotarło do nich, że nie zawsze zasięgi idą w parze z kreatywnością i oryginalnością. Przez takie głupie zwracanie uwagi na to, kto jakie ma statystyki tracą obie strony. Wydawnictwa, bo w swoich szeregach nie posiadają osób wyróżniających się z tłumu, zwracających na siebie uwagę, oraz sami twórcy.

Bo niby jak mają się wybić jeśli nikt nie chce dać im szansy? Jak być rozpoznawalnym jeśli każdy odwraca się plecami bo brakuje kilku zer po jedynce? Być może w tym momencie, w odmętach Internetu przesiadują setki, tysiące niesamowitych osób! Którym nie dano szansy, którzy nie potrafią sami zawalczyć o swoje, którzy są nieśmiali tak jak ja i nie chcą zdobyć popularności poprzez udzielanie się na innych blogach komentując je orzyganym tekstem

„Fajnie tutaj! Dodaję do obserwowanych, wpadnij do mnie!”

NIE!!!! To chyba nie tak ma wyglądać!

Jeśli ktoś wykonuje swoją pracę starannie, powoli, na spokojnie, to ciężko jest osiągnąć coś wielkiego jeśli jest się powolnym. I ja taka właśnie taka jestem. Mam ogrom zaległości, w momencie kiedy inni zdążyli opublikować 10 recenzji, wysłać na Insta 50 zdjęć i nagrać 4 filmy. Ja ciągle piszę jedną recenzję. Jestem powolna więc bezwartościowa. Jestem sJestem powolna więc bezwartościowałaba, nic nie potrafię, totalne beztalencie, pisząca pierdoły i wylewająca swoje nieuzasadnione żale w nadziei, że ktoś poklepie mnie po pleckach i powie – kochana masz absolutną rację. Wiem, że tak nie jest. Że w tym moim pisaniu jest wiele luk do wypełnienia, że wydawnictwa faktycznie nie mogą brać „maluszków” bo biznes musi się kręcić. Pytanie tylko – czemu naszym kosztem? Kosztem małych twórców, którzy chcą coś osiągnąć, ale nie mają ku temu predyspozycji. Którzy nie lubią się lansować, promować i spamić gdzie się da jacy to są zajebiście zdolni?

To mnie najmocniej dotyka. Nie fakt, że ktoś mi odmówił wysłania książki, ale to, że najpierw napisał z propozycją, a potem stwierdził, że inni są lepsi bo mają więcej obserwujących. Jak to wpływa na psychikę kogoś kto dopiero zaczyna? Bo nie oszukujmy się, ja jestem bardziej wkur*** niż zasmucona. Ale innym może się zrobić przykro. Mogą się poczuć odrzuceni, a co najgorsze… mogą zwątpić w to, że są dobrzy w tym co robią… No bo jeśli przez miesiąc, pół roku, rok, pięć lat nie mogą dobić do 1000 obserwatorów to co sobą reprezentują?

Co robią nie tak, że pomimo świetnych pomysłów, oryginalności, są ukryci po kątach?

(Oprócz tego oczywiście, że nie zapieprzają Waszych social mediów linkami do swojego bloga)

Mogą mieć przepiękne strony, świetnie nagrane filmy, ale bez reklamy gówno zdziałają. Rzeczywistość wymusza na małych twórcach bycie chamem, prostakiem i kimś dla kogo nie liczy się człowiek, a cyferka w statystykach. Jesteśmy numerem świata. Nie potrzebne jest nam imię i nazwisko bo kogo to obchodzi jak się nazywamy? Liczy się numer! U lekarza nie pytają o nazwisko, a numer kartoteki. W Starostwie chcą numer PESEL. W pracy każdy ma swój identyfikator z numerem. Jesteśmy chodzącymi, zje*anymi numerami! I to te liczy określają czy jesteśmy godni reprezentować  to czy owo na czym być może nam zależy.

Wiecie co jest najgorsze? Że jestem strasznie pamiętliwa, wrażliwa i chyba empatyczna. I być może teraz pod wpływem emocji napisałam stek bzdur, z którymi absolutnie nikt się nie zgadza. Być może odbiegłam od tematu milion razy, ale… musiałam wyrzucić z siebie tę ścianę tekstu. By się wyżalić, że nie podoba mi się takie traktowanie. Pisanie do ludzi masowych wiadomości, a dopiero potem weryfikacja poszczególnych osób, w celu sprawdzenia komu się opłaca, a komu się nie opłaca dać szansę. Ale wydaje mi się, że dzięki tej sytuacji, która mnie spotkała i nie miała nic wspólnego z czymś miłym, po raz pierwszy w swoim życiu otwarcie, bez wyrzutów sumienia i jakichkolwiek zahamowań napiszę –

TAK! JESTEM ZAJEBIŚCIE UZDOLNIONA! MAM TALENT, JESTEM ORYGINALNA, TWORZĘ NIEPOWTARZALNE FILMY, A MOJE POSTY NIE ZAWIERAJĄ W SOBIE FORMALNEGO TONU JAKBYM MIAŁA WEPCHANE W DUPĘ KIJA!

Niektóre moje filmy tak bardzo mi się podobają i jestem z nich dumna, że teraz podlinkuję Wam te, które według mnie są najlepsze! To będzie jedyna, niepowtarzalna autoreklama, samouwielbienie w najczystszej postaci i wywalę tu całą tonę linków do treści, które moim zdaniem powinny liczyć wyświetlenia w tysiącach, a mają w… trzydziestkach! (od czegoś trzeba zacząć, prawda?)

JAK TO JEST Z TYMI FILMAMI?

Przez długi okres czasu nagrywałam filmy od tak. Ponieważ nie miałam żadnych współprac. Pośród tych pierwszych, nierecenzyjnych filmów najbardziej jestem zadowolona z dwóch. Chodzi mi tu o „Magię krwawi” Ilony Andrews oraz „Magonię” Marii Dahvana Headley.

Pierwsza z nich ma w sobie różne przerywniki, odnoszące się do tego o czym w danym momencie mówię. Możecie tam ujrzeć mnie w różnych odsłonach, a to za sprawą tego, że przesiedziałam w swoim garażu bite 4 godziny przebierając się i nagrywając kilku sekundowe filmy, tak by dopasować każdy do każdego. Mój pierwotny pomysł był taki, że pojechałam do koleżanki, by ustawić się w jej ogródku w taki sposób, by 7 moich „sobowtórów” stało obok siebie. Niestety nie udało mi się tego skleić tak, by nie było widać połączeń, więc nagrałam to jeszcze raz w garażu. Na końcu macie zabawne making off.

Jeśli chodzi o Magonię, po prostu podoba mi się tutaj otoczenie. Wyszłam na dwór, w pole i znalazłam miejsce, które wydaje mi się być urokliwe. Dziś nie za bardzo jest się tam jak dostać, gdyż ten niepozorny strumyczek nieco się rozlał i dzięki współpracy z bobrami zamulił, więc lepiej tam nie wchodzić.

Kiedy zaczęły się współprace z wydawnictwami, zaczęłam jeszcze bardziej wymyślać przeróżne rzeczy. Postaram się to w jakiś sposób skategoryzować, tak abyście mieli czarno na białym wszystko pokazane.

WYDAWNICTWO WE NEED YA

1. Paulina Hendel – Żniwiarz. Pusta noc.

Podeszłam do tego nieco słownie. Żniwiarz kojarzy mi się, ze żniwami, dlatego wybrałam się na pole i nagrałam recenzję przy sianie. Atak ze strony owadów, rozładowany telefon, wspinanie się na stertę ze snopków? Sielskie klimaty. Chcecie to zobaczyć? Zapraszam!

2. Adam Faber – Kroniki Jaaru. Księga Luster

Znowu skupiłam się na słowie. Tym razem na lustrze, a takie posiadam w swoim pokoju. Postanowiłam, że recenzję tej książki nagram w odbiciu swojego lustra. Na początku nieco klimatycznie mówię sobie jakiś wymyślony przez siebie wierszyk a w dodatku bawię się sztucznymi ogniami. Można? Można!

3. Paulina Hendel – Żniwiarz. Czerwone słońce

Moim pierwszym pomysłem na ten film było wrzucanie pokruszonej siarki do ogniska, co dawałoby efekt jakby… magicznego pyłku. W dodatku ogródek mam od strony zachodu słońca, które zachodziło… na czerwono. Niestety pogoda mi nie dopisała, dlatego… przeniosłam się do namiotu. Po co wracać do nudnego regału z książkami, jeśli można opowiedzieć o książce w namiocie?

4. Adam Faber – Kroniki Jaaru. Czarny amulet

Recenzja, której poświęciłam całą wolną sobotę. Najpierw musiałam napisać wiersz odnoszący się do treści książki, następnie w różnych miejscach musiałam ten wiersz powiedzieć bez używania kartki. Lekko humorystycznie, z fajnymi miejscówkami… Polecam!

5. Aleksandra Polak – Perłowa dama

Akcja tej książki dzieje się w Gdańsku. W miejscowości położonej blisko morza. Niestety nie miałam możliwości by pojechać nad morze, ale mam w pobliżu jezioro. Więc to właśnie nad jeziorem opowiadam Wam historię, która wydarzyła się w „Perłowej damie”

Kolejną piątkę otwiera:

6. E. Lockhart – Kłamczucha

To jedna z dziwniejszych recenzji na moim kanale, ponieważ nagrywam ją ze swoja siostrą bliźniaczką… której nie mam. Proponuję Wam zajrzeć na tę recenzję. Mind Fuck gwarantowany!

7. Victoria Schwab – Okrutna pieśń

Top of the top recenzji! Od momentu przeczytania do momentu zrecenzowania minęło bite 9 miesięcy, ale efekt jaki powstał niesamowicie mnie jara i jestem cholernie z tego dumna. Połączyłam opowiadanie o książce ze śpiewaniem i ujęciami odpowiadającymi słowom piosenki. Jeśli miałabym Wam na chwilę obecną polecić jakiś film na moim kanale, to „Okrutna pieśń” byłaby pierwszym, który bym podała.

8. Victoria Schwab – Mroczny duet

Długo myślałam nad tym jak ugryźć tę książkę i padło na coś mrocznego. Coś na tyle mrocznego, że rozpaliłam w swoim pokoju 68 podgrzewaczy i nagrałam tę recenzję o 24:00. Jeśli komuś jest zimno to zapewniam. Taka ilość podgrzewaczy wystarcza zdecydowanie by się ogrzać. Ja umierałam i paliłam się od środka!

9. Adam Faber – Kroniki Jaaru. Siedem bram

Miałam wiele pomysłów na ten film. Jednym z nich było nagranie recenzji w siedmiu różnych miejscach przy bramach właśnie. Niestety w moim mieście nie ma tylu bram, więc pomyślałam o siedmiu miejscach, ale… co one niby miałyby pokazywać? Pomyślałam zatem, że zrobię coś tajemniczego jak te bramy. Taką niewiadomą, że nie wiadomo co czeka nas za rogiem! Wstałam o 7 rano i ruszyłam standardowo w pole gdzie była mgła. Starałam się nagrać to jak najszybciej ponieważ im dłużej nagrywałam tym mgła była mniejsza. Czy mi się udało? Sprawdźcie!

10. Martyna Senator – Z nicości 

W tym filmie główną rolę gra KJÓJIK! Główna bohaterka potrafiła szyć zabawki, dlatego postanowiłam, że nie kto inny jak maskotka opowie Wam o tej pozycji. Czy maskotki potrafią gadać? Sprawdźcie!

To już na prawdę ostatnie dwie pozycje z tego wydawnictwa!

11. Alice Broadway – Tusz

Historia w której tatuaże są czymś bardzo ważnym, a na okładce widać… pióra i ptaki. Więc jak pióra i ptaki to gołębie, a ja jako pośrednia właścicielka gołębi skorzystałam z okazji i opowiedziałam Wam o książce w gołębniku właśnie!

12. Klaudia Bianek – Jedyne takie miejsce

Akcja tej powieści toczy się głównie na wsi, więc co zrobiła Oxfordka? Ruszyła w pole!

WYDAWNICTWO FABRYKA SŁÓW

1. Krzysztof Haladyn – Cyrfak

Wskażcie mi kanał, na którym ktoś mówi o książce równocześnie grając. Nie znaleźliście? Pozostałam Wam tylko ja? Cóż. Cieszę się, że jestem na tyle oryginalna by wpaść na taki pomysł i połączyć dwa hobby w jedno!

2. Ilona Andrews – Magia wskrzesza

Nikt tak dobrze nie wymachuje mieczem jak Kate Daniels. Uczę się od najlepszych! Nawet jeśli mój miecz jest drewniany!

GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL

1. A.J. Finn – Kobieta w oknie

Jako kobieta, opowiadałam Wam o tej książce przy oknie… oknie, które myłam. Tak dobrze czytacie. Myłam okno. Sprawdźcie i przekonajcie się sami, że nie ściemniam!

2. Katarzyna Berenika Miszczuk – Żerca

Miało być swojsko, miało być wiejsko no i jest! Są mlecze jest melodyjka jestem ja w słowiańskiej chuście.

3. Felicja Yap – Wczoraj

Historia opowiada o świecie, w którym ludzie tracili pamięć po dobie, a jedynym dowodem istnienia dnia poprzedniego były dzienniki, w których zapisywali to, co uważali za słuszne. Też mam taki dziennik i czytam go właśnie na tym filmie!

4. Katarzyna Berenika Miszczyk – Nowy Sekretnik Szeptuchy

Polecam Wam Nowy Sekretnik Szeptuchy w miejscach typowo „wsiowych”. Jeśli lubicie takie krajobrazy to zapraszam!

POZOSTAŁE RECENZYJNE I NIE RECENZYJNE

1. Hanna Greń – Jak kamień w wodę

Jedną z postaci w tej książce był kot. Co zrobiła Gosia? Nagrała recenzje z kotem. Niby nic, ale taki element wspólny.

2. S.J. Kincaid – Diabolika

Jeśli ktoś jest ciekawy jak drę ryja na osoby, które na prawdę mnie zdenerwowały, to przedsmak tego macie na początku filmu i… podoba mi się to! Plus zrobiłam swój duplikat. Miały być trzy, niestety moja osoba po prawej stronie źle wtapiała się w  tło i widać by było różnicę na niebie na przykład.

3. Łukasz Załustowski – Serc naszych winy

Uznałam ten film za ciekawy nie tylko ze względu na swój patronat, ale na miejsce. Jest to jedno z drzew nad jeziorem, na którym można sobie posiedzieć. W kadrze wygląda moim zdaniem przepięknie. Czy jest takie w rzeczywistości? Znalazłabym trochę  wad, chociażby takich, że nogi trzeba trzymać na górze. Inaczej będą mokre!

OKOŁO KSIĄŻKOWE I RÓŻNE

1. Cudze chwalicie, swego nie znacie

Pokazuję, że nie zawsze trzeba wyjeżdżać by zobaczyć piękny świat. Czasem wystarczy otworzyć szerzej oczy, aby się przekonać jak wiele cudownych miejsc mamy tuż pod nosem.

2. Bookshelf Tour 2019

Coroczny film prezentujący Wam książki na moich półkach. Ten film podoba mi się głównie ze względu na jego „filmowy” początek. Nie ma w tym niczego „łał”, ale osobiście jestem zadowolona z efektu

3. Pseudo Podcast

Od czasu do czasu nagrywam również podcasty. Są dostępne na You Tubie oraz na Spotify i Sound Cloudzie. Nie ma tego wiele i na tej ostatniej platformie w pewnym momencie będę musiała zawiesić swoją działalność ze względu na limit, jednak wraz z moją znajomą, powoli pracujemy na tym by żadne limity nas nie ograniczały. Głównym tematem Pseudo Podcastów są… rozkminy. Różne dziwne myśli przechodzące przez moją głowę. Serdecznie zapraszam do odsłuchania!

INNA TWÓRCZOŚĆ?

Również się znajdzie! Bo czemu nie? Lubię szydełkować, śpiewam, robię zdjęcia, tworzę bullet journal… Nie tylko gadam o książkach i gram! Wiele osób mówi mi, że… potrafię słuchać. Nie muszę się wypowiadać. Wystarczy, że słucham i to im wystarcza. Słyszałam, że nadaję się na terapeutę. Sama nie jestem do tego przekonana, gdyż często z samą sobą nie potrafię się dogadać, a co dopiero pomagać innym. Nie ukrywam jednak, że sprawia mi pewną satysfakcję to, że ktoś jest mi wdzięczny za to, że go wysłuchałam. Że ktoś mógł się wygadać, a ja nie wyśmiałam, nie skrytykowałam, tylko zaakceptowałam daną osobę.

***

Jak wiele mamy w sobie pasji, zalet, jak bardzo jesteśmy cenni, a ktoś tego nie dostrzega bo… bo statystyki się nie zgadzają…

Jak wiele moglibyśmy osiągnąć, ile ludzi dzięki nam byłoby szczęśliwych, ile osób odnalazłoby cel w życiu, ale… nie odnajdzie bo mamy za mało subskrypcji.

O ile weselszy byłby świat, gdyby każdy mógł zarabiać na swojej pasji. Nie musiałby chodzić do pracy, której nienawidzi, jednak… chodzi do niej. Bo nie starcza do końca miesiąca, a zainteresowania nie są doceniane przez innych, bo bez zasięgów nikt nawet nie wie, że ktoś tak kreatywny istnieje.

Czy świat wyglądałby inaczej, gdyby ludzi nie traktowało się jak małe maszynki do zarabiania pieniędzy? Czy świat byłby barwniejszy, gdyby nie liczyły się pieniądze, biznes, władza, a to co człowiek chowie w sercu, w swojej duszy?

Pewnie tak, ale raczej… raczej się tego nie dowiemy.

***

Na sam koniec, chcę napisać jeszcze jedno. Pomimo tego, co tu przeczytaliście, pomimo że może nie zgadzacie się kompletnie z tym co tu wyrzucam drugi już dzień, bo nie byłam w stanie tej ściany tekstu opanować jednego dnia, chciałabym… mam taka prośbę…

Nie skreślajcie drugiego człowieka tylko dlatego, że ma mało subów na YT, słabej jakości zdjęcia na Instagramie, a na blogu posty zawierają błędy. Wy też zaczynaliście od zera i ktoś Wam pomagał. Też popełnialiście masę błędów, dokonywaliście złych decyzji i macie na swoim koncie wiele głupst, ale ktoś uczynny pokazał Wam to palcem i powiedział – nie rób tak, bo sobie szkodzisz. Chciałabym byście spojrzeli na te nieradzące sobie osoby z innej strony. Z cierpliwością i uprzejmością. By zobaczyły gdzie popełniają błędy. Byście pomogli im nauczyć się wielu rzeczy, do których sami kiedyś dochodziliście.

Być może ktoś Wam w tym pomagał.

Niech nie liczą się durne statystyki, bo to że ktoś ma 10 tysięcy subskrypcji, nie znaczy, że ma równo pod sufitem i jest panem tego świata. Tak samo jak posiadanie papierka potwierdzającego zdanie matury nie robi z nas inteligentów bo nawet największemu debilowi może dopisać szczęście i ją zda.

Jestem powolna więc bezwartościowa dokładna w tym co robię i jestem ogromnie wdzięczna tym, którzy dali mi szansę i widzą we mnie potencjał, który dla innych jest nic nie warty bo jestem zbyt małym twórcą.

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom na
guest
2 Comments
Inline Feedbacks
View all comments
Tereska
9 miesiące temu

Kochana, jestem pod wrażeniem i trzymam za Ciebie mocno kciuki!
Jeszcze przyjdzie dzień, gdzie będą się o ciebie zabijać!
Bądź sobą! PAMIĘTAJ <3