Witaj na mojej stronie Czytelniku!

Spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel 2015

Krótki wstęp

Jeśli powiedziałam „a”, to wypadałoby również powiedzieć „b”, dlatego przed Wami mój kolejny archiwalny wpis ze starego bloga i tym razem również przeniesiemy się do spotkania autorskiego z Magdaleną Kordel. Tyle tylko, że to wydarzenie odbyło się rok później i miałam na nie dosłownie rzut beretem. Jesteście ciekawi jak wyglądało moje drugie spotkanie z Magdą? Zapraszam do przeczytania relacji 🙂 Przypominam, że tekst mógł ulec lekkiej korekcie.

Tak było:

Kiedy dowiedziałam się, że w 2015 roku w Człuchowie będzie spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel, wiedziałam, że muszę tam być! MUSIAŁAM TAM BYĆ!
Wiele zmieniło się od czasu naszego ostatniego spotkania. Przede wszystkim miejsce, ale również nasze wzajemne relacje. Magda to „Magda”, a nie „Pani Magda”. Dostałam osobistą reprymendę za postarzanie jej i musiałyśmy dojść do kompromisu. Magda w dalszym ciągu jest gadułą – to potwierdzone! Na zadawane przez swojego męża Kubę pytania, odpowiadała ciekawie i nie jednokrotnie potrafiła od niego odbiec, opowiadając o czymś totalnie innym.
               
Głównym tematem była oczywiście najnowsza książka Magdy – Tajemnice Bzów, które zamówiłam na Matrasie jeszcze przed premierą. Mogliśmy się dowiedzieć, czemu Leontyna została główną bohaterką książki, jak przebiegała praca nad jej pisaniem i skąd zamiłowanie Magdy do Lwowa. Czytelnicy również wykazali się dociekliwością, zadając pytania, na które autorka czasem musiała się zastanowić zanim cokolwiek powiedziała.  Spotkanie odbyło się w miłej i wesołej atmosferze i z racji, że mogłam zostać do końca, tak też zrobiłam. Po spotkaniu Magda podpisywała książki. W żaden sposób się nie wywyższała, nie udawała kogoś lepszego od zwykłych ludzi, którzy nie są znani. Prosta zwyczajna kobieta, której droga nie zawsze była usiana różami bez kolców. Nie zapomniała też o mnie, co mnie nieco zaskoczyło. Otrzymałam od Magdy zdjęcia z Lwowa, którymi śmiem twierdzić inspirowała się podczas pisania swojej powieści.

Co było później?

Kiedy spotkanie autorskie z Magdaleną Kordel w 2015 roku dobiegło końca, większość słuchaczy rozeszła się do domów. Zostałam ja, dyrektorka biblioteki, jedna z dziewczyn, która wydała swoją książkę oraz Magda z Kubą. W trakcie podpisywania książek dla biblioteki, prowadziliśmy wspólnie rozmowę, która nie koniecznie kręciła się wokół twórczości autorki. Poruszyliśm

y tematykę filmów, miejsc godnych zwiedzenia, mieliśmy szansę wysłuchać kilka zabawnych perypetii związanych z synkiem Magdy. Autorka podzieliła się z nami również wiedzą, gdzie można „uderzyć” jeśli chce się wydać coś swojego. Ważne by się nie zniechęcać. Jeśli temat, o którym pisaliśmy wypalił nam się, nie powinniśmy wyrzucać go do kosza. Lepiej zająć się czymś innym, a nuż to co wydawało nam się do niczego nagle stanie się puntem kulminacyjnym.

Przede wszystkim po spotkaniu zrozumiałam jak jeszcze wiele pozycji literackich i filmów mam do nadrobienia. Zauważyłam też, że posługuję się prostym językiem. Rzadko kiedy mówię o czymś w sposób wyszukany, a chciałabym czasem „zabłysnąć”, zwłaszcza jeśli rozmowę prowadzę z takimi osobami. Nie chcę wyjść na dziewczynę, która ze wsi się urwała i z otwartą buzią patrzy na innych i „what the foczka”. Wydaje mi się to być bardzo fajną umiejętnością – wypowiedzieć swoje zdanie w bardziej „profesjonalny” sposób. (Chyba sobie dopiszę takie postanowienie na rok 2015, że trzeba tę umiejętność sobie przyswoić )

Podsumowując:

Magda to osoba radosna, pełna ciepła i potrafiąca wysłuchać drugiego człowieka. Bezinteresowna i równie ciekawa świata jak jej mąż. (Obiecuję, że następnym razem zjem tyle cukierków i ciasteczek ile będziesz chciał) Miałam to szczęście spędzić z tą dwójką kilka godzin. Podziałali na mnie niczym tak potrzebny w maju deszcz, by cokolwiek w ogrodzie zakwitło. Oprócz spotkania autorskiego, spotkałam się z Kubą i Magdą następnego dnia. Są jedynymi starszymi (musiałam użyć tego określenia, biorąc pod uwagę różnicę wiekową między nimi, a moimi znajomymi) osobami, którym pokazałam swoje szufladkowe opowiadania. Czułam, że komu jak komu ale im pokazać mogę i nie zostanę wyśmiana, ani nie powiedzą mi – weź to czym prędzej schowaj i zajmij się czymś innym. Spotkanie z Magdą było uczuciem całkiem innym niż pisanie z nią na Facebooku. Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy iść na jej spotkania autorskie w swojej miejscowości czy nie (bo na przykład nie przeczytał ani jednej jej książki) to niech się nie zastanawia i idzie! Dla samego posłuchania. To nic nie kosztuje, a może komuś dodać kopa w tyłek, dać wewnętrzne wsparcie, że nie ma rzeczy niemożliwych i każdy cel do którego dążymy ma na swojej drodze kłody.

Jednym słowem jestem bardzo zadowolona z czwartkowego spotkania w bibliotece i piątkowego na mieście. Cieszę się również, że mogłam pokazać Kubie i Magdzie kawałek swojego świata ukrytego za „żółtym polem”. (Po akcji „nawigacyjnej” też zbierałam się z podłogi – jakim cudem Magdzie i Kubie chciało się odwiedzić moją wiochę?!)
Na zakończenie polecam, kto tego jeszcze nie zrobił, zapoznać się z twórczością Magdy Kordel. Jej książki są równie ciepłe jak ona sama, a czytając je można się poczuć jak jeden z mieszkańców Malowniczego.
Mam jednak nadzieję, że należycie zrelacjonowałam to co działo się na spotkaniu.
Pozdrawiam – na wpół podniesiona z podłogi 😛
0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom na
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x